piątek, 14 września 2012

remember yesterady I

 Przepraszam, że dopiero teraz ale mam bardzo mało czasu...ekonomia, statystyka, rachunkowość i tak na okrągło. ; D

 


 Letnie wieczory w Los Angeles należą do wspaniałych. Uwielbiam obserwować zachody słońca jednak dzisiejsze dzień przeznaczyłam na powtórkę przed maturą, która ma odbyć się następnego dnia. Chodzę do polskiej szkoły, dlatego też zdawałam egzamin z języka polskiego. Tutaj w mieście aniołów rzadko mogłam się z nim spotkać. Na co dzień posługiwałam się angielskim. W ojczyźnie mieszkałam ponad 12 lat właściwie to tam się urodziłam,a tu znalazłam się dzięki wujkowi.
 Usiadłam w kącie z książką i zatraciłam się w lekturze. Usłyszałam krzyki, wyjrzałam przez okno. Pod blokiem stała moja najlepsza przyjaciółka, Peter(mój chłopak) i kilka innych osób. Machali żebym zeszła mimo ,że nie miałam ochoty postanowiłam jednak spełnić ich prośbę.
-Cześć-cmoknęłam Martynę na przywitanie.
-No hej, idziemy się przejść- pociągnęłam mnie za rękę i praktycznie nie miałam nic do powiedzenia.
 Szłyśmy parkiem, mijając ogromny plac zabaw, a podążając bocznymi ścieżkami. Dopiero po chwili zauważyłam, że zgubiłyśmy gdzieś chłopaków, pewnie jak zwykle poszli pić. Nie powiem, że mnie to nie wkurzało bo przesadzali trochę . Rozumiem jakaś impreza ale u nich kwalifikowało się to już do alkoholizmu, przynajmniej z mojego punktu widzenia, który tak na prawdę nikogo nie obchodził. Kilkukrotnie próbowałam zwrócić uwagę mojemu chłopakowi ale od pewnego czasu nam się nie układa i każda rozmowa kończy się kłótnią. Kiedyś spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu właściwie nie odstępowaliśmy siebie na krok ale wszystko co dobre kiedyś się kończy i tak właśnie było z nami.
-Eeeej! Słuchasz mnie?- Martyna pomachała mi dłonią przed oczyma, wyrywając z zamyślenia.
-Tak, tak...
-To o czym przed chwilą mówiłam?-spojrzała na mnie z ukosa.
-No dobra.. zamyśliłam się.
-Co się dzieje?
-Nic szczególnego, po prostu trochę się stresuję.- nie chciałam powiedzieć jej co leży mi na sercu, ma sporo swoich zmartwień.
-Ja też.
-Możemy już wracać? Strasznie mnie boli głowa.- moją zaletą jak i wadą było to, że potrafię kłamać.
-No dobrze.-cicho westchnęła.
 Wracałyśmy w ciszy ale nie takiej krępującej. Martyna była moją przyjaciółką od dawna. Mogłam z nią porozmawiać dosłownie o wszystkim. Chodzimy do tej samej klasy. Jej matka mieszka w Polsce, a ojciec odszedł od niej kiedy Tyśka miała 7 lat. Moja rodzina także mieszka w Polsce oprócz brata. Rzadko się widujemy, głównie przez jego biurową pracę aczkolwiek jeżeli mamy okazję z przyjemnością z niej korzystamy. Uwielbiam go. Żałuję tylko, że nie mam takiego kontaktu z drugim bratem. Nie wiem dlaczego odciął się od nas, Nie chce mieć z nami nic wspólnego, Dużo bym dała aby to się zmieniło. Może los w końcu okażę się łaskawy.
 Z Martyną rozstałam się pod blokiem, szybko pobiegłam na górę, tam czekał już na mnie mój wujek. Steven zwracam  się do niego po imieniu ponieważ jest ode mnie starszy tylko o 10 lat. Pomógł mi się tu dostać. Przekonał moja rodzicielkę do tego wyjazdu co było cudem.
-Semka.
-Ooo hej!- poklepał mnie po plecach.
-Coraz rzadziej do mnie wpadasz!- zauważyłam ten fakt.
- Aa tak mamy dużo pracy przy nowym albumie ale wpadłem przypomnieć o zakładzie.
-No wiem, przegrałam i będę musiała wypełnić twoje zadanie- na twarzy pojawił mu się triumfalny uśmieszek.
-Dokładnie- wyszczerzył zęby.
-Więc czego żądasz?-popatrzyłam na niego z litością w oczach.
-Zaśpiewasz ze mną!.
-Że co!? Przecież ja nie umiem śpiewać!
-Tak, tak już to kilka razy słyszałem.
-Boże.... ja się skompromituję.
-Zakład to zakład. Dasz radę.
-Uduszę Cię kiedyś- posłałam mu mordercze spojrzenie.
-Nie mogę się doczekać. Ja spadam na próbę bo mnie te chuje znowu będą wyzywać. 
-Okej.
Pożegnałam Stevena, postanowiłam jeszcze dokończyć książkę, ale zmęczenie było silniejsze i odpłynęłam.
*

 Obudziłam się wypoczęta, a słońce za oknem dodało mi sił. Zwlokłam się z łóżka, zjadłam lekkie śniadanie i poszłam wziąć prysznic. Spędziłam tam ponad godzinę, szybko zrobiłam delikatny  makijaż natomiast znacznie więcej czasu poświęciłam moim włosom. Sięgały do pasa więc dość długo zajmowało mi uczesanie ich. Zaletą było to, że były naturalnie proste. Włożyłam białą koszulę i spódniczkę z wysokim stanem, dzięki niej nogi wyglądały na duzo dłuższe. O taaak lubię taki efekt.
  Pod szkołą czekały już na mnie Martyna i Karola. Zaczęto wyczytywanie nazwisk w końcu usłyszałam swoje, udzielił mi się motywujący stres. Na moje szczęście okazało się. że nie taki diabeł straszny jak go malują, a z zadaniami poradziłam sobie bez większych problemów. Po zakończeniu egzaminu postanowiłyśmy wybrać się na spacer. Włóczyłyśmy się po parku, nie zważając na zaczepiających nas ćpunów żebrających na kolejną działkę. Idąc wąską alejką usłyszałam gwizdy, obróciłam się. Jakieś 100 metrów od nas, pod ogromnym drzewem stał wysoki blondyn,a obok niego nieco niższy mężczyzna o ciemnych włosach.
-Niezłe z was dupy.-krzyknął ten pierwszy.
 Wszystkie trzy puściłyśmy to mimo uszu ale widziałam, że Karola miała ochotę mu coś odkrzyknąć .
W końcu dotarłyśmy do Rainbow, zamówiłyśmy drinki i zaczęłyśmy wspominać.
-Taaak! To była najlepsza wycieczka-stwierdziła Karolina.
-Jasne. Dla was najlepsza bo za wami nikt nie latał i się nie przystawiał.- Na to wspomnienie parsknęłam śmiechem. Faktycznie pamiętam to jak gdyby wydarzyło się to wczoraj.
-Ej, a ja pamiętam ja mi Martyna kazała jakoś delikatnie wytłumaczyć Joshowi, że ma się od niej odczepić.-wszystkie wybuchnęłyśmy wielkim śmiechem.
-Aaaa pamiętacie... eee. te sardynki w łazience?- Zapytała brunetka, ledwo powstrzymując się os śmiechu .
-O tak, a nasza reakcja.- I znowu nie wytrzymałyśmy. Kątem oka zauważyłam , że przy naszym stoliku stoją  dwaj mężczyźni. dyskretnie uciszyłam dziewczyny.
-Cześć, możemy się do was dosiąść?-zapytał rudy osobnik. Oczywiście z odpowiedzią pospieszyła mu Karola a jakże by inaczej.
-Oczywiście.- uśmiechnęła się do nich słodko, a ja tylko rzuciłam jej pytające spojrzenie.
-To jest Axl , a ja jestem Duff.-powiedział blondyn.
-Ja jestem Karolina..to Martyna, a to Weronika.
-Stwierdzam , że nie jesteście stąd.-Ach jaki inteligentny ten Duff.
-pochodzimy z Polski.
-To gdzieś w Europie?
-Tak kretynie.-odpowiedział mu Rudzielec .
-A co wy takie wystrojone?
-Matura-rzuciłam krótko.
-Aaa. My gramy w zespole. Nazywa się Guns n' Roses.
-Po waszym stylu ubierania się wnioskuję, że to ciężka muzyka.-stwierdziła Karolina.
-No tak. Sex, Drugs, Rock&Roll.-zaśmiał się Rudy.
-Weronika i Martyna uwielbiają taką muzykę. -wtrąciła brunetka.
-To super, może wpadniecie kiedyś na próbę.- a się podjarał.
-Może kiedyś-uśmiechnęłam się niewinnie.
Albo mi się wydaje, albo Karola nie przypadła chłopakom do gustu, bo nie zwracali na nią zbytnio uwagi. Może nie należała do najinteligentniejszych ale była w porządku. Jej życie nie było proste. Zanim się zaklimatyzowała, była nieśmiała ale musiała sobie dac radę. Mieszkała u siostry, która od samego początku oznajmiła, że nie będzie się nią zajmować. O rodzicach nie lubiła rozmawiać, tylko czasami coś wspomniała.
 Zaczęło się robić późno, a ja byłam umówiona z moim chłopakiem. Pożegnałam się szybko i wyszłam. Nie chciałam się spóźnić więc nieco przyspieszyłam. Mijałam oświetlone uliczki, aż w końcu dotarłam na miejsce.
-Spóźniłaś się-zajebiste przywitanie.
-Tak wiem , przepraszam.
-Za każdym razem tak jest.,
-Boże o co ci chodzi? Spóźniłam się dosłownie chwile.
-O to , że nie można na Ciebie liczyć- No chyba się przesłyszałam.
-Co? Johnny o co ci chodzi? Zachowujesz się jak rozkapryszone dziecko.- nie wytrzymałam i zaczęłam krzyczeć.
-Ja jak rozkapryszone dziecko? A Ty ? Nawet nie masz dla mnie czasu, wolisz się zadawać z tymi twoimi koleżaneczkami.!
-To są moje PRZYJACIÓŁKI i będę się z nimi zadawać czy ci to pasuje czy nie .
-Wiesz co ? dokończymy ta rozmowę jak trochę ochłoniesz.- skwitował i pomachał mi na odchodne .
Cholernie się wkurzyłam. Zmienił się , nigdy taki nie był. Stałam jak ta sierota na środku ulicy ale na szczęście szybko się ocknęłam i poszłam stronę domu.


piątek, 31 sierpnia 2012

info

Cześć ; D przepraszam , że nic do tej pory nie napisałam ale jakoś tak wyszło. Stwierdziłam, że zaczę pisac nowe opowiadanie, bo jakos nie mam weny dokończyć tamtego.

środa, 13 czerwca 2012

Spójrz na mnie 9

Rozległo się pukanie.
-To pewnie chłopacy, wpuścić ich ?- zapytała Katy.
-Jak chcesz- rzuciła -blondynka, siedząc na parapecie.
-Cześć Katy!- odezwał się Axla, zaraz po nim Duff i cała reszta.
-Co się stało, że tak szybko wyjechałyście?- zapytał Izzy. Brunetka położyła palec na ustach. Wszyscy oczywiście zrozumieli,że mają nie poruszać tego tematu.
-To ten może wpadniecie dziś do nas- Steven mistrz zmieniania tematu.
-Penie.
-A ona?-dodał już smutnym głosem.
-Tak. tak będziemy obie na 100%.
-No to super, my będziemy lecieć.-oznajmił Duff.

-Weronicka idziemy dziś do Gunsów!
-Ja nigdzie nie idę.
-Chyba sobie żartujesz! Idziesz!
-Ale...
-Nie ma żadnego 'ALE'., idziesz i już. Axl przyjedzie po Ciebie o 17, ja wychodzę trochę wcześniej więc spotkamy się na miejscu.

Katy poszła do pokoju szykować się na imprezę, a Weronicka leżała na łóżku i rozmyślała, przypomniała sobie całą przeszłość, te krzywdy, które przeżyła. Ogromy ból przeszywał jej serce, naglę wróciło to o czym za wszelką cenę chciała zapomnieć. Przypomniała sobie ile wylała łez, ciosy zadane przez niego. Coraz wyraźniej wracały wspomnienia. Nie mogła znów zacząć się bać. Postanowiła się pozbierać i wstać, przestać myśleć.Usłyszała,że Katy wychodzi, spojrzała na zegarek,została jej jeszcze godzina. Zaczęła się przebierać. Ktoś zapukał do drzwi. Nie myśląc zbyt wiele pobiegła do drzwi, ale to nie był Axl.
-Nie wpuścisz mnie?-powiedział drwiącym głosem.
-Co Ty tu robisz?-miała strach w oczach.
-Jak to co? przyszedłem po to co moje.-pchnął dziewczynę i wszedł do środka, syknęła z bólu, gdyż wpadła na komodę.
-Wyjdź stąd!-krzyknęła.
- Słucham?! Kochanie bo sobie krzywdę zrobisz..-odsunął od niej kawałki potłuczonej doniczki i pociągną do salonu. -Myślałaś,że o tobie zapomniałem?- dotknął je policzka.
-Czego Ty chcesz? Zostaw mnie.- darła się ze łzami w oczach. Uderzył ją.

 Tymczasem Katy była już u chłopaków. Po 10 minutach do domu wszedł zdenerwowany Axl.
-Ej a gdzie jest Weronicka?-zapytała brunetka
-Nie wiem , byłem w mieszkaniu, ale nikt nie otwierał.
-Co?! Rose jedziemy tam , mam złe przeczucie.
-Możesz mi powiedzieć co się dzieje?
-Tak, tak tylko błagam jedźmy już.-pospieszała Rosea.
-Więc?
-Wtedy w tym hotelu widziałam byłego faceta Weronicki , on jest nie obliczalny, bił ją, znęcał się nad nią. Rozumiesz? Teraz znowu się pojawił, on może zrobić jej krzywdę.
-Zabiję-wycedził Axl.
-A ja Ci kurwa pomogę-powiedział w szoku Duff.
Po 20 minutach dojechali na miejsce. Wszyscy ruszyli biegiem na górę, zobaczyli uchylone drzwi, pchnęli je i z przerażeniem spojrzeli na rozbitą doniczkę, i kilka kropel krwi. Weszli głębiej , na podłodze leżała Weronicka, maiła rozciętą wargę. Axl podbiegł do niej, ale ona się odsunęła tak jakby bała się,że może ją uderzyć. On nie dawał za wygraną i przyciągnął ją do siebie.
-Nie płacz, będzie dobrze.-głaskał ją po głowie.
-Wytrzyj to tym-Katy podała Axlowi chusteczkę, którą miał wytrzeć  zakrwawioną wargę kobiety.
-Ałaaa!-syknęła z bólu.
-Spokojnie, dorwę go.-przytulił ją ponownie. -Katy! Spakuj jej kilka rzeczy, jedziemy do nas.
-Daj mi 5 minut.
-Duff! Ty kierujesz- rzucił w  jego stronę kluczyki.
-Tak jest.
-Okej, mam już wszystko- krzyknęła brunetka.
-Chodź skarbie- Rose wziął ją na ręce i zaniósł do samochodu.
***
-Uważajcie na nią, ma nie wychodzić  z domu, a już na pewno nie sama. Później wam wyjaśnię o co chodzi. Ja, Duff i Slash idziemy coś załatwić, zrozumieliście?
-Tak, tak, ale Rose powiedz,że to nie Ty?.- zapytał Izzy.
-Pojebało Cię? Nigdy bym je nie tknął.
-okej-odetchnął z ulgą.
-Katy, kochanie powiedz mi gdzie można znaleźć tego pieprzonego frajera?-zapytał Duff,.
-Pewnie w tym pubie koło naszego mieszkania, a co wy kombinujecie?
-Nic kochanie, nie martw się- cmokną ja w policzek i razem z przyjaciółmi wyszedł.

-Slash!widzisz go gdzieś?-zawołał Rose.
-Nie kurwa.
-Ej , a to nie ten?- wskazał palcem McKagan.
-Ehe, no to się policzymy.
-Rose! Tylko spokojnie- przystopował go Saul.
-Ja jestem spokojny, nie widzisz ?.
-Taaaa!- prychnął basista.
-Ej Ty!..-krzyknął Rudy do mężczyzny kierującego się w stronę pubu.
-Czego kurwa?
-zaraz Ci pokażemy czego- odgryzł się Duff. Mężczyźni ruszyli w jego stronę.
-Nie wiesz o co chodzi?- zapytał go ironicznie Rose przy okazji kopiąc w brzuch.
-Ej! Kurwa co wy odpierdalacie?- zwijał się z bólu .
-Po prostu nie lubimy jak ktoś bije niewinne kobiety!- wycedził Saul.
-A o ta Sukę wam chodzi.
-Suka?-Rose zaczął go jeszcze mocniej i częściej kopać i okładać pięściami, Slash zauważył,że zdenerwowanie Axla sięgnęło zenitu, postanowił go odciągnąć od ofiary.
-Spróbuj ją tknąć, a skończysz w piekle.-rzucił Duff.
-Myślę,że zapamiętał lekcje.-zaśmiał się Slash.
***

Katy zauważyła wchodzących do domu mężczyzn, natychmiast ruszyła w ich stronę.
-Co wy zrobiliście?- przraziła się widokiem krwi na ich ubraniach.
-A nic takiego po prostu musieliśmy mu coś wytłumaczyć , a że jest wyjątkowo niepojętnym uczniem to jego problem.-uśmiechnął się Duff.
-Peterowi?
-Tak , a jak tam Weronicka?- zapytał Slash.
-Śpi, co wy mu zrobiliście?.
-To na co zasłużył.- warknął Axl.
-Później pogadamy teraz idziemy się przebrać.
Katy razem ze Stevenem zrobiła kolację. Brunetka zawołała wszystkich i już po chwili siedzieli w prawie pełnym składzie.
-A gdzie Weronicka?-zapytała zdziwiona nieobecnością przyjaciółki.
-Powiedziała,że nie jest głodna.- oznajmił Adler.
-No brawo.- zdenerwowała się.
-No co miałem ją tutaj przylec na siłę?
-Koniec, przestańcie! Ja pójdę. -rozkazał Rose. Po chwili znalazła się pod drzwiami kobiety, zawahał się ale zapukał. Nikt się nie odezwał więc wszedł .
-A co Ty robisz?-zdziwił się widokiem spakowanych bagaży.
-Wracam do siebie.
-Nigdzie się stąd nie ruszysz.-powiedział stanowczo.
-ale Ty nie rozumiesz, ja wracam.
-Powiedziałem ,że zostajesz to zostajesz.- zbliżył się do niej i przytulił.
-Przepraszam.-wyszeptała wtulona w jego tors.
-Za co Ty mnie przepraszasz ?
-Źle Cię oceniłam, byłam niemiła, myli łam się.
-Ej nie płacz, ja wiem,że jestem skurwielem.
-Chodź na dół bo wszyscy na Ciebie czekają.
-Daj mi minutkę.
Poszła do łazienki i przemyła twarz, nie chciała żeby było widać,że płakała. Spojrzała w lustro i wzięła głębszy oddech. Powoli zeszła na dół.
-No nareszcie- zawołał Duff widząc jak schodzi po schodach.
-Masz jedz-podała jej talerz z kanapkami Katy.
-Nie jestem głodna, napiję się tylko.
-Że co kurwa?-wkurzył się basista.
-Nie jestem głodna-powtórzyła.
-Niedługo cienia nie będziesz rzucać taka chuda jesteś!- krzyczał
-Ej daj jej dziś spokój.- odezwał się Slash.-Chodź maleńka na spacer.- objął ją ramieniem i wyszli z domu.
-Powiedz mi co się dzieje?-spojrzał jej prosto w oczy.
-Saul ja nie chcę wam zawracać głowy, wrócę do siebie.
-Słucham? Chcesz się wyprowadzić?Oszalałaś?
-Nie chcę być dla was ciężarem.-przytuliła się do niego.
-Hej, czy ktoś powiedział Ci,że jesteś ciężarem?
-No nie, ale wy macie swoje życie.
-Tak ,a Ty i Katy jesteście częścią niego.
-Głupek-Uśmiechnęła się przez łzy, powoli kierowali się w stronę domu.

-Widzę,że nasz Pan Slash działa cuda bo jesteś w lepszym humorze-stwierdził Izzy.
-Może otworzymy przychodnię, w której będzie poprawiał humor?- zapytał Steven z mega bananem na twarzy.
-Spierdalać chuje.-ogryzł się sam zainteresowany.
-Eh.. chłopaki.- zaśmiała się i udała na górę, idąc korytarzem wpadła na Duffa, a raczej na jego klatkę piersiową, był wkurzony.
-Przepraszam.-uśmiechnęła się do niego.
-Mhm okej- mruknął.
-Co się stało?
-Masz chwilę?
-Jasne, o co chodzi?
-Chodź do mojego pokoju-wskazał dłonią kierunek.
-To co się dzieje?
-chyba się zakochałem.
-To wspaniale- uściskała go .
-Ale Ty nie rozumiesz, nie wiem czy Katy mnie kocha i chce ze mną być. Wiesz do tej pory to był taki luźny układ.
-Mhm, jeżeli chcesz to ja z nią pogadam.
-Mogłabyś?
-Oczywiście.
-Wiesz jesteś moją najlepszą przyjaciółką- przytulił ją.
-A Ty moim przyjacielem, ale teraz mnie puść bo lece to Katy.
 Tak jak obiecała udała się do pokoju przyjaciółki, zastała ją leżącą na łóżku. Penie o czymś rozmyślała albo o kimś.  Była tak rozmarzona,że wyglądała jak małe dziecko, które dostało nową zabawkę.
-Hej Katy, mogę?- zapytała ściszonym głosem aby jej nie wystraszyć.
-Jasne wchodź.
-Chciałabym z Tobą pogadać o Duffie.
-A coś się stało?
-Nie nic. Chciałbym wiedzieć co do niego czujesz. Widać,że was coś łączy.
-A o to chodzi... faktycznie na początku myślałam,że to zwykłe zauroczenie, myliłam się. Kocham go, ale boję się z nim o tym porozmawiać.
-Rozumiem ale wydaje mi się, że powinnaś. On czuje to samo. Nie powinnaś się bać.
-Skąd możesz wiedzieć co on czuje?
-Zaufaj mi ..
-No dobrze postaram się z nim pogadać.Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.
-Zginęłabyś marnie.