Przepraszam, że dopiero teraz ale mam bardzo mało czasu...ekonomia, statystyka, rachunkowość i tak na okrągło. ; D
Letnie wieczory w Los Angeles należą do wspaniałych. Uwielbiam obserwować zachody słońca jednak dzisiejsze dzień przeznaczyłam na powtórkę przed maturą, która ma odbyć się następnego dnia. Chodzę do polskiej szkoły, dlatego też zdawałam egzamin z języka polskiego. Tutaj w mieście aniołów rzadko mogłam się z nim spotkać. Na co dzień posługiwałam się angielskim. W ojczyźnie mieszkałam ponad 12 lat właściwie to tam się urodziłam,a tu znalazłam się dzięki wujkowi.
Usiadłam w kącie z książką i zatraciłam się w lekturze. Usłyszałam krzyki, wyjrzałam przez okno. Pod blokiem stała moja najlepsza przyjaciółka, Peter(mój chłopak) i kilka innych osób. Machali żebym zeszła mimo ,że nie miałam ochoty postanowiłam jednak spełnić ich prośbę.
-Cześć-cmoknęłam Martynę na przywitanie.
-No hej, idziemy się przejść- pociągnęłam mnie za rękę i praktycznie nie miałam nic do powiedzenia.
Szłyśmy parkiem, mijając ogromny plac zabaw, a podążając bocznymi ścieżkami. Dopiero po chwili zauważyłam, że zgubiłyśmy gdzieś chłopaków, pewnie jak zwykle poszli pić. Nie powiem, że mnie to nie wkurzało bo przesadzali trochę . Rozumiem jakaś impreza ale u nich kwalifikowało się to już do alkoholizmu, przynajmniej z mojego punktu widzenia, który tak na prawdę nikogo nie obchodził. Kilkukrotnie próbowałam zwrócić uwagę mojemu chłopakowi ale od pewnego czasu nam się nie układa i każda rozmowa kończy się kłótnią. Kiedyś spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu właściwie nie odstępowaliśmy siebie na krok ale wszystko co dobre kiedyś się kończy i tak właśnie było z nami.
-Eeeej! Słuchasz mnie?- Martyna pomachała mi dłonią przed oczyma, wyrywając z zamyślenia.
-Tak, tak...
-To o czym przed chwilą mówiłam?-spojrzała na mnie z ukosa.
-No dobra.. zamyśliłam się.
-Co się dzieje?
-Nic szczególnego, po prostu trochę się stresuję.- nie chciałam powiedzieć jej co leży mi na sercu, ma sporo swoich zmartwień.
-Ja też.
-Możemy już wracać? Strasznie mnie boli głowa.- moją zaletą jak i wadą było to, że potrafię kłamać.
-No dobrze.-cicho westchnęła.
Wracałyśmy w ciszy ale nie takiej krępującej. Martyna była moją przyjaciółką od dawna. Mogłam z nią porozmawiać dosłownie o wszystkim. Chodzimy do tej samej klasy. Jej matka mieszka w Polsce, a ojciec odszedł od niej kiedy Tyśka miała 7 lat. Moja rodzina także mieszka w Polsce oprócz brata. Rzadko się widujemy, głównie przez jego biurową pracę aczkolwiek jeżeli mamy okazję z przyjemnością z niej korzystamy. Uwielbiam go. Żałuję tylko, że nie mam takiego kontaktu z drugim bratem. Nie wiem dlaczego odciął się od nas, Nie chce mieć z nami nic wspólnego, Dużo bym dała aby to się zmieniło. Może los w końcu okażę się łaskawy.
Z Martyną rozstałam się pod blokiem, szybko pobiegłam na górę, tam czekał już na mnie mój wujek. Steven zwracam się do niego po imieniu ponieważ jest ode mnie starszy tylko o 10 lat. Pomógł mi się tu dostać. Przekonał moja rodzicielkę do tego wyjazdu co było cudem.
-Semka.
-Ooo hej!- poklepał mnie po plecach.
-Coraz rzadziej do mnie wpadasz!- zauważyłam ten fakt.
- Aa tak mamy dużo pracy przy nowym albumie ale wpadłem przypomnieć o zakładzie.
-No wiem, przegrałam i będę musiała wypełnić twoje zadanie- na twarzy pojawił mu się triumfalny uśmieszek.
-Dokładnie- wyszczerzył zęby.
-Więc czego żądasz?-popatrzyłam na niego z litością w oczach.
-Zaśpiewasz ze mną!.
-Że co!? Przecież ja nie umiem śpiewać!
-Tak, tak już to kilka razy słyszałem.
-Boże.... ja się skompromituję.
-Zakład to zakład. Dasz radę.
-Uduszę Cię kiedyś- posłałam mu mordercze spojrzenie.
-Nie mogę się doczekać. Ja spadam na próbę bo mnie te chuje znowu będą wyzywać.
-Okej.
Pożegnałam Stevena, postanowiłam jeszcze dokończyć książkę, ale zmęczenie było silniejsze i odpłynęłam.
*
Obudziłam się wypoczęta, a słońce za oknem dodało mi sił. Zwlokłam się z łóżka, zjadłam lekkie śniadanie i poszłam wziąć prysznic. Spędziłam tam ponad godzinę, szybko zrobiłam delikatny makijaż natomiast znacznie więcej czasu poświęciłam moim włosom. Sięgały do pasa więc dość długo zajmowało mi uczesanie ich. Zaletą było to, że były naturalnie proste. Włożyłam białą koszulę i spódniczkę z wysokim stanem, dzięki niej nogi wyglądały na duzo dłuższe. O taaak lubię taki efekt.
Pod szkołą czekały już na mnie Martyna i Karola. Zaczęto wyczytywanie nazwisk w końcu usłyszałam swoje, udzielił mi się motywujący stres. Na moje szczęście okazało się. że nie taki diabeł straszny jak go malują, a z zadaniami poradziłam sobie bez większych problemów. Po zakończeniu egzaminu postanowiłyśmy wybrać się na spacer. Włóczyłyśmy się po parku, nie zważając na zaczepiających nas ćpunów żebrających na kolejną działkę. Idąc wąską alejką usłyszałam gwizdy, obróciłam się. Jakieś 100 metrów od nas, pod ogromnym drzewem stał wysoki blondyn,a obok niego nieco niższy mężczyzna o ciemnych włosach.
-Niezłe z was dupy.-krzyknął ten pierwszy.
Wszystkie trzy puściłyśmy to mimo uszu ale widziałam, że Karola miała ochotę mu coś odkrzyknąć .
W końcu dotarłyśmy do Rainbow, zamówiłyśmy drinki i zaczęłyśmy wspominać.
-Taaak! To była najlepsza wycieczka-stwierdziła Karolina.
-Jasne. Dla was najlepsza bo za wami nikt nie latał i się nie przystawiał.- Na to wspomnienie parsknęłam śmiechem. Faktycznie pamiętam to jak gdyby wydarzyło się to wczoraj.
-Ej, a ja pamiętam ja mi Martyna kazała jakoś delikatnie wytłumaczyć Joshowi, że ma się od niej odczepić.-wszystkie wybuchnęłyśmy wielkim śmiechem.
-Aaaa pamiętacie... eee. te sardynki w łazience?- Zapytała brunetka, ledwo powstrzymując się os śmiechu .
-O tak, a nasza reakcja.- I znowu nie wytrzymałyśmy. Kątem oka zauważyłam , że przy naszym stoliku stoją dwaj mężczyźni. dyskretnie uciszyłam dziewczyny.
-Cześć, możemy się do was dosiąść?-zapytał rudy osobnik. Oczywiście z odpowiedzią pospieszyła mu Karola a jakże by inaczej.
-Oczywiście.- uśmiechnęła się do nich słodko, a ja tylko rzuciłam jej pytające spojrzenie.
-To jest Axl , a ja jestem Duff.-powiedział blondyn.
-Ja jestem Karolina..to Martyna, a to Weronika.
-Stwierdzam , że nie jesteście stąd.-Ach jaki inteligentny ten Duff.
-pochodzimy z Polski.
-To gdzieś w Europie?
-Tak kretynie.-odpowiedział mu Rudzielec .
-A co wy takie wystrojone?
-Matura-rzuciłam krótko.
-Aaa. My gramy w zespole. Nazywa się Guns n' Roses.
-Po waszym stylu ubierania się wnioskuję, że to ciężka muzyka.-stwierdziła Karolina.
-No tak. Sex, Drugs, Rock&Roll.-zaśmiał się Rudy.
-Weronika i Martyna uwielbiają taką muzykę. -wtrąciła brunetka.
-To super, może wpadniecie kiedyś na próbę.- a się podjarał.
-Może kiedyś-uśmiechnęłam się niewinnie.
Albo mi się wydaje, albo Karola nie przypadła chłopakom do gustu, bo nie zwracali na nią zbytnio uwagi. Może nie należała do najinteligentniejszych ale była w porządku. Jej życie nie było proste. Zanim się zaklimatyzowała, była nieśmiała ale musiała sobie dac radę. Mieszkała u siostry, która od samego początku oznajmiła, że nie będzie się nią zajmować. O rodzicach nie lubiła rozmawiać, tylko czasami coś wspomniała.
Zaczęło się robić późno, a ja byłam umówiona z moim chłopakiem. Pożegnałam się szybko i wyszłam. Nie chciałam się spóźnić więc nieco przyspieszyłam. Mijałam oświetlone uliczki, aż w końcu dotarłam na miejsce.
-Spóźniłaś się-zajebiste przywitanie.
-Tak wiem , przepraszam.
-Za każdym razem tak jest.,
-Boże o co ci chodzi? Spóźniłam się dosłownie chwile.
-O to , że nie można na Ciebie liczyć- No chyba się przesłyszałam.
-Co? Johnny o co ci chodzi? Zachowujesz się jak rozkapryszone dziecko.- nie wytrzymałam i zaczęłam krzyczeć.
-Ja jak rozkapryszone dziecko? A Ty ? Nawet nie masz dla mnie czasu, wolisz się zadawać z tymi twoimi koleżaneczkami.!
-To są moje PRZYJACIÓŁKI i będę się z nimi zadawać czy ci to pasuje czy nie .
-Wiesz co ? dokończymy ta rozmowę jak trochę ochłoniesz.- skwitował i pomachał mi na odchodne .
Cholernie się wkurzyłam. Zmienił się , nigdy taki nie był. Stałam jak ta sierota na środku ulicy ale na szczęście szybko się ocknęłam i poszłam stronę domu.